Prócz treści, książka także edytorsko została znakomicie wydana: w twardej oprawie i na wysokiej klasy papierze.



Posłuchaj "Ballady o Franku"! :)


Zapraszam do obejrzenia poniżej niektórych ilustracji i przeczytania fragmentów.
A także do obejrzenia wideo! :)
Rozglądając się, dotarł w pobliże okienka u szczytu domu. Stał tu masywny stół zastawiony dziwnymi sprzętami niewiadomego przeznaczenia: zepsute wahadełko, sześcian, klepsydra... Franek rozpoznał tylko klepsydrę. Inne zagadkowe przedmioty leżały rozrzucone na całym blacie stołu i pod nim.
Wyglądało to jak warsztat, coś w rodzaju stołu kreślarskiego, który służył jednak jakiejś innej dziedzinie niż architektura. Panował na nim straszny bałagan.
Franek wziął klepsydrę i odwrócił ją. Piasek zaczął się przesypywać z cichym szumem, a wokół klepsydry uniósł się migotliwy obłoczek kurzu. Chłopiec kichnął.
   - Na zdrowie - powiedział ktoś melodyjnym głosem.
   - Dziękuję - odrzekł uprzejmie Franek. I w momencie, gdy to powiedział, odwrócił się z przestrachem i zaczął się rozglądać po strychu.
   - Tu jestem - powiedział głos. - Spójrz na wieszak.
Przy samej ścianie, na tyle daleko, jak tylko pozwalał obniżający się dach, stał wieszak na ubrania. Nietrudno było zgadnąć, dlaczego tu się znalazł: był stary, odrapany, dwa ramiona miał złamane, aczkolwiek na pozostałych wciąż wisiały jakieś przedmioty: na jednym szary dziecięcy płaszczyk, a na drugim kapelusz z rondem. Na piątym ramieniu wieszaka, które nie było ani złamane, ani zajęte przez ubranie, siedział czarny ptak. W mroku błyszczał mu dziób i oczy, którymi patrzył bystro.
   - Witaj - powiedział ptak.
   - Cześć - powiedział chłopiec, urzeczony ptaszyskiem.

Ptak miał na imię Hubert, a człowiek Franek. Przedstawili się sobie. Szpak zdradził chłopcu. że na strychu znajduje się magiczne przejście do ogrodu. Trzeba je tylko znaleźć. Jak myślisz: czy Frankowi się to udało?


Oczywiście, że się udało, choć zagadka była nielicha.
Świat za magiczną furtką okazał się dziwny: wszystkie stworzenia i rzeczy były tu wielkie. A może odwrotnie - to chłopiec zmalał, zaś świat pozostał ten sam?




Pierwsze spotkanie przy sadzawce: jej gospodarzami są żaby: Kum-strzelec i Kuma-zaduma.

Mały człowieku, uważaj na duże zwierzęta!

- Uciekajmy w paproć! - pisnął ktoś Frankowi prosto do ucha. Chłopiec szybko wykonał polecenie. Po chwili, siedząc w zielonym zaciszu paproci, przyjrzał się swemu nowemu towarzyszowi. Była to mysz, szara, polna mysz. Sporo mniejsza od Franka, ale przy zmniejszonym człowieku była prawdziwym mysim olbrzymem.
- Jestem Kubuś - przedstawiła się. Patrzyła bystro, wyglądała na stworzenie, które wyniosło cało swój ogonek z niejednej ciężkiej opresji.
- A ja mam na imię Franek - przedstawił się Franek.
- Franku, to nie było zbyt mądre wołać kota - powiedział Kubuś z naganą w głosie. - Niewiele brakowało, a przybiegłby do nas.
- Przecież to milutki Łatek - odrzekł Franek i w tej samej chwili pojął, że to niestosowne zachwalać kota, gdy rozmawia się z myszą. - Przepraszam, nie chciałem cię urazić - dodał pośpiesznie.
Tak zaczęły się czarodziejskie przygody Franka w ogrodzie. Spotkało go tyle nowego!
 
Serdecznie zapraszam na opowieści o przygodach Franka. Jest w nich humor, przyjaźń, akcja - nie będziesz nimi zawiedziony.
   
 
 
projekt i wykonanie: Lech Zaciura   

Statystyki www      katalog stron