"Czarodziejskie
przygody Franka" to pełna humoru książka dla dzieci.
Jej tytułowy bohater, Franek, odkrywa pewnego dnia na strychu
domu magiczne przejście do ogrodu. Po drugiej stronie chłopiec
znajduje nowych przyjaciół wśród mieszkańców ogrodu i przeżywa
z nimi niezwykłe przygody. Książka ma żywą akcję i świetne
dialogi i aż 200 stron! Książkę
można nabyć w księgarniach zwyczajnych i internetowych(Merlin,
Gandalf)-
a takżeu mnie(autora
:)). Kosztuje wtedy 29zł, licząc z przesyłką. Polecam też
dorosłym"Ułeczkę",
która zwiększy koszt
zakupu o 10zł
Po wakacjach ukaże się druga część przygód Franka pod tytułem
"Franek i wielkie drzewo".
Franek nie zawiedzie Cię. Edytorsko książka wygląda znacznie
lepiej niż na reprodukcjach. Zaś co do treści, to jest naprawdę
fajna.
Posłuchaj
"Ballady o Franku"! :)
Zapraszam do obejrzenia poniżej niektórych
ilustracji i przeczytania fragmentów. A także do obejrzenia wideo! :)
Rozglądając
się, dotarł w pobliże okienka u szczytu domu. Stał tu masywny
stół zastawiony dziwnymi sprzętami niewiadomego przeznaczenia:
zepsute wahadełko, sześcian, klepsydra... Franek rozpoznał
tylko klepsydrę. Inne zagadkowe przedmioty leżały rozrzucone
na całym blacie stołu i pod nim.
Wyglądało to jak warsztat, coś w rodzaju stołu kreślarskiego,
który służył jednak jakiejś innej dziedzinie niż architektura.
Panował na nim straszny bałagan.
Franek wziął klepsydrę i odwrócił ją. Piasek zaczął się przesypywać
z cichym szumem, a wokół klepsydry uniósł się migotliwy obłoczek
kurzu. Chłopiec kichnął.
- Na zdrowie - powiedział ktoś melodyjnym
głosem.
- Dziękuję - odrzekł uprzejmie Franek. I
w momencie, gdy to powiedział, odwrócił się z przestrachem
i zaczął się rozglądać po strychu.
- Tu jestem - powiedział głos. - Spójrz
na wieszak.
Przy samej ścianie, na tyle daleko, jak tylko pozwalał obniżający
się dach, stał wieszak na ubrania. Nietrudno było zgadnąć,
dlaczego tu się znalazł: był stary, odrapany, dwa ramiona
miał złamane, aczkolwiek na pozostałych wciąż wisiały jakieś
przedmioty: na jednym szary dziecięcy płaszczyk, a na drugim
kapelusz z rondem. Na piątym ramieniu wieszaka, które nie
było ani złamane, ani zajęte przez ubranie, siedział czarny
ptak. W mroku błyszczał mu dziób i oczy, którymi patrzył bystro.
- Witaj - powiedział ptak.
- Cześć - powiedział chłopiec, urzeczony
ptaszyskiem.
Ptak
miał na imię Hubert, a człowiek Franek. Przedstawili
się sobie. Szpak zdradził chłopcu. że na strychu znajduje
się magiczne przejście do ogrodu. Trzeba je tylko
znaleźć. Jak myślisz: czy Frankowi się to udało?
Oczywiście,
że się udało, choć zagadka była nielicha.
Świat za magiczną furtką okazał się dziwny: wszystkie stworzenia
i rzeczy były tu wielkie. A może odwrotnie - to chłopiec zmalał,
zaś świat pozostał ten sam?
Pierwsze
spotkanie przy sadzawce: jej gospodarzami są żaby:
Kum-strzelec i Kuma-zaduma.
Mały
człowieku, uważaj na duże zwierzęta!
-
Uciekajmy w paproć! - pisnął ktoś Frankowi prosto do ucha.
Chłopiec szybko wykonał polecenie. Po chwili, siedząc w zielonym
zaciszu paproci, przyjrzał się swemu nowemu towarzyszowi.
Była to mysz, szara, polna mysz. Sporo mniejsza od Franka,
ale przy zmniejszonym człowieku była prawdziwym mysim olbrzymem. -
Jestem Kubuś - przedstawiła się. Patrzyła bystro, wyglądała
na stworzenie, które wyniosło cało swój ogonek z niejednej
ciężkiej opresji.
- A ja mam na imię Franek - przedstawił się Franek.
- Franku, to nie było zbyt mądre wołać kota - powiedział Kubuś
z naganą w głosie. - Niewiele brakowało, a przybiegłby do
nas.
- Przecież to milutki Łatek - odrzekł Franek i w tej samej
chwili pojął, że to niestosowne zachwalać kota, gdy rozmawia
się z myszą. - Przepraszam, nie chciałem cię urazić - dodał
pośpiesznie.
Tak
zaczęły się czarodziejskie przygody Franka w ogrodzie. Spotkało
go tyle nowego!
Poznał
się z rodziną muchołówek i uratował młodą muchołówkę przed
spędzeniem życia w klatce.
Innego
dnia zaprzyjaźnione ptaki Franka pochwyciły chłopca i poleciały
z nim ku górze, by mógł obejrzeć swoją okolicę z czubków najwyższych
drzew.
Ptaki uniosły chłopca w górę lekko jak piórko i ziemia
uciekła mu spod nóg. - Ja lecę! - krzyknął rozradowany.
- Zgadza się, bracie - odkrzyknął ucieszony szpak.
Hubert prowadził całe stadko w stronę wielkiego kasztanowca,
stojącego w rogu ogrodu. Dotarli wysoko, na sam szczyt. Tam
ptaki posadziły Franka na konarze, z którego roztaczał się
dobry widok na okolicę. Chłopiec, nieco przestraszony, chwycił
się pnia, lecz gawrony strzegły go, by nie spadł.
- Nie bój się - powiedział szpak. - Nawet kasztanowiec cię
strzeże. Czujesz, jak obejmuje cię swymi gałęziami?
Rzeczywiście, gałęzie drzewa wygięły się, przytrzymując Franka,
który, upewniwszy się, że nie grozi mu upadek, rozejrzał się
wreszcie spokojnie po okolicy. Widok, jaki zobaczył, zaparł
mu dech w piersi. Świat z góry wyglądał wspaniale i choć chłopiec
już nie frunął, to właśnie teraz czuł się jak najprawdziwszy
ptak. Widział swój dom, ogród i dalszą okolicę, jak je widzą
ptaki siadające na konarach drzew. Był to obraz tak piękny,
że Franek nie potrafił wydobyć słowa i tylko patrzył zachwycony.
- I jak ci się podoba? - zapytał Hubert z uśmiechem.
- Super - wykrztusił.
W jaskini hazardu pod domem doszło do spotkania Franka z
kunami.
Zwierzęta podeszły
jeszcze bliżej, sapały nosowo, obwąchując przybysza.
- Witaj, Franek. Oczywiście jesteśmy kunami. Ja jestem Dudi,
to Żorżyk, a ten trzeci ma na imię Szybcior. Innych poznasz
później, jest nas tu cała gromada.
- Niezwykle mały z ciebie człowiek - niemal natychmiast po
Dudim wtrącił się Żorżyk. - Skąd się u nas wziąłeś?
- Przeszedłem przez zaczarowaną furtkę na strychu, to dlatego
jestem taki mały. Mieszkam z rodzicami i siostrą... tu, powyżej,
i tak naprawdę to wy wzięliście się u nas. Odwiedziłem was,
bo chciałem się dowiedzieć, co robicie i spytać, czy nie moglibyście
robić tego ciszej.
- Wybraliśmy to miejsce, bo jest idealne dla naszej imprezy
rozrywkowej. Oj, brachu, trudno będzie o ciszę.
- A jaka jest wasza rozrywka?
- Hazardujemy się! - wypalił Dudi z entuzjazmem.
- Hazardujecie? - Franek widział kiedyś w telewizji kasyno.
Ludzie chodzili tam grać na pieniądze w ruletkę, w karty albo
w inne gry. W żaden sposób nie pasowało to do kun.
- Tak jest - przytaknął Żorżyk. - Uwielbiamy się zakładać
i każdego roku urządzamy wielki jarmark zawodów i hazardu.
Zbieramy się gromadą w wybranym wcześniej miejscu, takim jak
to, i przez kilka dni urządzamy przeróżne zawody, w których
jedni z nas startują, a pozostali zakładają się o to, kto
wygra. Skaczemy, siłujemy się, biegamy. Szybcior jest dobry
w wyścigach i wielu na niego stawia.
- Zgadza się, szybki jestem - potwierdził Szybcior.
W ciemnych fundamentach domu zaczęły się naraz rozjarzać zielone,
pomarańczowe i niebieskie światełka, rozpraszając mrok. Franek
miał wrażenie, że kun przybywało i wzmagał się ich gwar.
Obrońcy ogrodu
Wielkim wspólnym wyczynem przyjaciół
było przegonienie chuligana, który przychodził, by strzelać
z procy do ptaków.
Frankowi, Hubertowi i Kubusiowi przyszły z pomocą nawet drzewa
i krzewy!
Przeczytaj, jak odważnie walczył
Franek z kotem Donem.
W co się bawić, w co się bawić....?
Zdarzało
się, że przyjaciele mieli dużo wolnego czasu, ale brakowało
pomysłów, jak go spędzić. W co się bawić? - zastanawiają się
przyjaciele siedzący nad sadzawką. Uwaga.... za chwilę ktoś
wpadnie na fajny pomysł....
Tylko czy ta zabawa nie skończyła
się nieszczęśliwie dla Kuma-strzelca....? Ale chyba go odratowano?
Na pewno tak!
Serdecznie
zapraszam na opowieści o przygodach Franka. Jest w nich
humor, przyjaźń, akcja - nie będziesz nimi zawiedziony.