| |
Druga część przygód Franka nosi
tytuł:
"Franek i duch drzewa"
|
Załączam
niektóre ilustracje
autorstwa Alicji Rybickiej oraz fragmenty książki.
Bardzo starałem się, by kontynuacja "Czarodziejskich
przygód Franka"
przewyższała pierwszą część - fabularnie i literacko. Podobno
udało się :)
|
 |
Słońce
wędrowało ku górze i właśnie wychyliło się ponad drzewa rosnące
w parku. Promienie zaświeciły radośnie w okno, przez które
Franek patrzył, przyklejając nos do szyby. Chłopiec zmrużył
oczy, ale nie zaprzestał obserwacji. Ostatnio często spoglądał
przez okno wychodzące na park i potrafił to robić całymi godzinami.
Ci, co go znali, dziwili się: przecież dawniej Franek rzadko
przysiadał spokojnie na dłużej. Co się z nim stało..? - pytali
samych siebie.
- Co się z tobą dzieje? - zapytali także Franka.
Franek nie potrafił odpowiedzieć. Od niedawna coś przyciągało
go do tego okna, ale co i dlaczego..?
- Coś tam jest - odpowiedział, wskazując wzrokiem w dal.
- Oczywiście. Za naszym ogrodem są ogrody sąsiadów, a za ich
ogrodami park. Za parkiem biegnie ulica Nadrzeczna, a za nią
zaczynają się pola, łąki i lasy.
- To nie to - chłopiec pokręcił głową. - Coś jest w parku...
coś... innego. Niewidzialnego.
- Skoro jest niewidzialne, to skąd wiesz, że w ogóle jest?
- Bo to czuję. To coś tam jest i do nas woła.
|
 |
Franek zadzierał głowę coraz
wyżej i wyżej...
Nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
Na skraju parku rosło drzewo wielkie jak świat.
Było tak ogromne, że choć znajdowało się w sporym oddaleniu,
nie dało się go w całości objąć wzrokiem. Zdawało się, że
sięga nieba, zaś pobliskie drzewa, nawet wyrośnięte lipy i
świerki, wyglądały przy nim jak karły. Franek rozpoznał, że
drzewo jest dębem, choć oszołomionemu chłopcu bardziej przypominało
grzyb po atomowym wybuchu, pokazywany nieraz w telewizji.
Gigantyczną koronę dębu zasnuwała mgiełka, jakby jego szczyt
otaczały chmury lub znajdował się w jakimś innym świecie.
- O rety... - tyle zdołał wykrztusić Franek. |
 |
- No to plądrujmy
ten kufer - zarządziła mama głosem dowódcy, i dodała: - Uwaga,
dziś wolno się wybrudzić.
[...]
- Te książki mają ze sto lat - zauważył tato, - a niektóre
są jeszcze starsze. Niesamowite!
Franek już zamierzał wziąć plik gazet, by w dawnej prasie
szukać wzmianki o wędrujących dębach, gdy jego uwagę zwrócił
notatnik w drewnianych, zdobionych okładkach i zamykany na
metalową klamerkę. Okładki były mocno zniszczone, ale na frontowej
widniało wyraźne, ręcznie napisane imię: "Justyna".
Chłopiec z wypiekami na policzkach wziął notatnik i usiadł
nieco z boku, na zdezelowanej kanapie. |
 |
Franek poderwał się na
równe nogi. W tym samym momencie Strażnik machnął wielkim
konarem jak miotłą, wzniecając potężny podmuch. Chłopiec odruchowo
chwycił za poszarpany brzeg kartki o mgnienie oka przed tym,
nim dotarła do niego fala podmuchu. Wzbudzony wiatr gwałtownie
poderwał w górę karton wraz z uchwyconym go małym chłopcem
- jak latawiec lub latający dywan z pasażerem na gapę. |
| |
 |
| |
|
|
|
|